12.10.2024
Jazda nr: 1501

Tagi: KW, morze, RF, WG, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego prowadziła czy raczej miała prowadzić.. Małym wycinkiem rzeki Regi na obszarze od Gryfic do Mrzeżyna. Na dzisiejszą eksplorację byłem zaproszony przez kolegów KW i WG. W roli: "przewodnika". Nie będę się powtarzał bo to sensu nie ma, bo zawsze jest tak samo, że ta rola nieco się nie powiodła... Może za słaby ze mnie przewodnik skoro nie jestem wstanie dotrzymać grupie tempa. Zresztą wspominałem nie bez powodu, że nie jestem w za dobrej kondycji ani psychicznej ani fizycznej. Nie zamierzałem również robić nie wiadomo jakich dystansów - w sumie i tak wyszło 70 km co było dla mnie nieco ciężkie. Wskazania wg. mojego głównego licznika Sigma BC 16.16 są nieco mniejsze (69.60 km) do 70.56 km na liczniku Sigma 600. Znowu są problemy z licznikiem... No ale się jakoś wyjątkowo tym nie przejmuję - jednak różnica 1 km na jednej trasie to sporo... Jak będę ignorował takie małe błędy to będę sobie jedynie zaniżał dystans. A to może być problem, który zemści się na mnie kiedyś tam... W bliżej nie określonym czasie w którym to przyjdzie mi się zmierzyć z trasą 65k km z Aurelią. I pewnie nie będzie tak miło.. jak było w przypadku trasy 60k km z Aurelią, którą miło wspominam. Miałem jakiś cel w życiu, jakoś to szło.. Może nie z każdym dniem fajnie ale się układało. A obecnie tylko smutno i tak słabo... Obciążają mnie jeszcze dzisiaj prywatne wydarzenia z wczorajszego dnia - z 11.10. I taki jestem zdołowany... Wszystkim. To nie będę się w tych okolicznościach nadmiernie przejmował różnymi oczekiwaniami co do trasy. Skoro zostałem poproszony o przygotowanie trasy uwzględnienie pewnych miejsc do pokazania to uwzględniam te kroki. A, że jeżdżę w sposób w jaki jeżdżę - no trudno... Serio... Trudno... Na blogu mam opisane 1500 tras. Z KW czy WG zrobiłem już kilka wypraw odpowiednio: KW (16 wspólnych tras) i WG (29 wspólnych tras). Od nie dawna dołącza nowa osoba (RF) ale tutaj nie uwzględniam jej w tej statystyce - 2 trasy na 1500... To nawet szkoda % liczyć. W przypadku KW: 1,06% wszystkich tras, w przypadku WG: 1,93% wszystkich tras. Nie jest to pierwszy raz, że po prostu wyglądają nasze wypady tak jak wyglądają. No trudno. Nic nie poradzę. Nie będę lepszy - nie będę sportowcem jak ta grupka, która dzisiaj przyjechała do Gryfic. Świetnie się dogadują, są podobnym poziomie kondycyjnym - no spoko. Ja taki nie jestem. Przez te kilka wypadów mogli poznać moje możliwości. Szczególnie, że ich nie ukrywam. Nigdy nie uważałem się i nie uważam za typa: sportowca bo nim nie jestem. Mam swoje osiągnięcia tylko one są śmieszne czy żałosne - jak np. mój najlepszy czas na trasie 50-tce. Co on znaczy, jakbym wziął dzisiaj czy dowolnego dnia WG czy KW na tą trasę to pewnie bez trudu osiągnęliby znacznie lepszy czas niż moja życiówka przypłacona 100-tką i to dosłownie 100-tką przejechanych takich samych tras. Nie powiem, jest mi trochę smutno. W ogóle ostatnie tygodnie są dość przygnębiające. Wydarzenia z dzisiejszego dnia nie poprawiają sytuacji. Do tego obawiałem się pewnych sporów w domu, odnoszących się do wczesnego wyjazdu... Nie jestem w formie. Nie mam dobrej kondycji ani psychicznej ani fizycznej. Jest jednak czas na jeżdżenie! Cały dzień. Niezbędne cele są do osiągnięcia (tak jak odwiedzenie konkretnych miejsc) - Gąbino pod Trzebiatowem, objazd samego Trzebiatowa czy rezerwat przyrody w Robach pod Mrzeżynem. Jest to do ogarnięcia. I nie musi to od razu oznaczać średniej prędkości 30 km/h... Czasem się czuję jakbym jechał z grupą Gryfus... Tylko tutaj nikt się nie sra o jazdę w kasku. Nawet jeśli ktoś z tych dzisiejszych towarzyszy jedzie w kasku - to jest jego wybór i jego sprawa. Przynajmniej nie wymusza tego na pozostałych uczestnikach wycieczki - w odróżnieniu od fundacji i klubu rowerowego Gryfus. No dobra... Wyjazd ogólnie się udał, punkty wycieczki może poza Roby zaliczone. Nie będę jednak dużo narzekał - po za tym co napisałem. Jest mi i tak wystarczająco smutno w tym życiu abym się dołował kolejnymi sprawami czy tym, że jestem po prostu słabym zawodnikiem. Wymieniłem pewne cyfry - ile tras z wszystkich (opisanych na blogu) to trasy z tymi konkretnymi towarzyszami. A wiecie ile tras pokonałem samemu? Na te 1500 opisanych na blogu: "1500 tras na blogu:" - Poznając Pasewalk. Dokładnie: 1202. To jest 80,13% całości. Innymi słowy jest to 4/5 wszystkich tras. Czyli 1/5 to z kimś jechałem (niekoniecznie z WG czy KW) ich udział jest marginalny... Podobne rozkminianie miało już miejsce... Tak się złożyło, że na początku roku: Trasa Kliniska Wielkie - Goleniów. A teraz? Teraz mam to w dupie. Serio. Co się zmieniło? Zrobiliśmy kilka dodatkowych tras i tyle. Nie w każdej był i KW i WG. Czasem osobno - dzisiaj akurat byliśmy razem. Skończyło się tak, że po prostu nie nadążyłem za nimi. I serio? Nawet nie próbowałem. Nie ma sensu robić coś na siłę, ponad swoje możliwości. Jestem jaki jestem. Mam na blogu 1500 tras opisanych to kawał historii. Można przeanalizować, zobaczyć, policzyć... Jakie mam średnie prędkości na np. 1000 km... w miesiącu... czy w ogóle. Nigdy nie jeździłem dobrze. Nie jeżdżę na czas. Liczy się aby coś zobaczyć czy przeżyć. A to, że będę najgorszy, najsłabszy i ostatni?... Ktoś musi być... A, że wypada to zawsze na mnie... no cóż... Wiedzieli z kim jadą. Nie może być w sumie tak, że zna się ograniczenia osoby i jej słabości a oczekuje się czy wymusza na niej pokonywanie swoich słabości... Nie tędy droga. Powiem krótko: przykre. Po co się jednak dowalać i pisać o sobie negatywnie? To nic nie da. Wyszło jak wyszło - cieszmy się tym co było ładne na dzisiejszej trasie. Sprzyjająca pogoda. Smutniejsze wątki ale o nich wspominać nie będę... I nie, nie dotyczą głównych towarzyszy trasy - choć wiem, że jeszcze był RF i jeszcze jeden znajomy kolegów. Dla mnie to jednak wciąż obce osoby, z którymi nie miałem dużej styczności i kto wie czy jeszcze - i ewentualnie kiedy się spotkamy. Najważniejsze, że dopisała pogoda, że mimo wszystko się dojechało. Trasę rozpoczynałem wraz z chłopakami w Gryficach i wraz z nimi kończyłem w Trzebiatowie. Może w innych okolicznościach byłbym na tyle ambitny i na tyle przygotowany fizycznie i psychicznie aby zrobić trasę od domu i do domu wrócić. W obecnych okolicznościach byłoby to właśnie dodatkowe 30 km. I całość zamykałaby się w okolicach 100 km. A tym czasem i 70 km było dużo. I nie było wcale łatwe do przebrnięcia.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1509

  • Trasa nr [łączna]: 1587
  • Trasa nr [na blogu]: 1501
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 153

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1573 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1487 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 24141.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 24212.26 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 24061.28 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2553 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 2624 km

  • Maksymalna prędkość: 34.4 km/h

  • Przejechałem: 70.56 km
  • Przejechałem [msc]: 205.61 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5053.53 km
  • Przebieg roweru [suma]: 60912.11 km

  • Przejechalem w 2024: 5053.53 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 12.6338 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 152.2803 [%] km

  • Czas jazdy: 04:40:51 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3882:14:20 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3658:48:12 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 318:18:17 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 14:24:18 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:24:03 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:04:50 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:29 h

  • Średnia: 15.12 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczynała się w Gryficach, z których ruszyliśmy śladami rzeki Regi do Mrzeżyna. Najkrócej, najszybciej... Odbierałem kolegów z wysokości ul. Mickiewicza w Gryficach przy Biedronce. Stąd ruszyliśmy przez Park Miejski w Gryficach do ul. Broniszewskiej. Pokazałem im po drodze opuszczony most kolejowy przy rzece Redze, i ruszyliśmy dalej wzdłuż drogi DW105 do skrzyżowania na Pruszcz. . Dotąd jeszcze trzymaliśmy się w miarę razem. Choć już od odstawałem od grupy, która trochę przycisnęła, a ja jechałem dalej spokojnie. Nie ma co się przemęczać - stracę siły na początku drogi i jak sobie dalej poradzę? Ostatecznie znajomi jednak zrobili sobie przerwę w Przybiernowie. A ja na nich poczekałem na skrzyżowaniu na Pruszcz. Tutaj jednak się znowu rozdzieliliśmy. W sumie nie pierwszy raz. Pocisnęli dalej na Bielikowo a z niego na Żukowo skąd odbili na Gąbin. Poczułem się w sumie nie potrzebny skoro tak sobie świetnie sami radzą, drogi znają, dobrze wybierają te kierunki - a mnie się czasem zdarzało tutaj źle pojechać :( W okolicy Bielikowa. Te polne drogi takie zdradzieckie są. I nie zawsze można dobrze wybrać i słusznie pojechać... No a tu proszę. Idealnie pojechali o ile do Bielikowa to nie problem to skąd wiedzieli jak skręcić?... Podejrzane... :) No dobra... Mijałem jesienne coraz wyraźniejsze barwy. I snułem się samotnie po drogach, po których jeżdżenie jeszcze do nie dawna dawało mi trochę radości. Jedynie do nie dawna. Jeszcze w wakacje czy na wiosne. To był inny czas, który wypełniało jakieś szczęście w moim życiu. Teraz wypełnia te życie pustka, smutek i żal za tym co utracone. Pogrążony w swoich myślach dobiłem w końcu do Gąbina ale nie mogłem od razu zlokalizować grupki znajomych. Byłem pewny, że przejechali wioskę, pojechali dalej. W końcu ja bym tak zrobił - tam bym ich zaprowadził. Gąbin to fajne rejony - i tworzy taki półwysep. Tak jednak nie było - znajomi odkryli co prawda fajną miejscówkę przy Redze ale wydaje mi się, że jest to teren prywatny. Z tyłu za gospodarstwami, na początku wjazdu w Gąbin. Jak oni odkryli to miejsce i wiedzieli gdzie skręcić - pozostaje dla mnie nie rozwikłaną tajemnicą. I co prawda nie od razu ale w końcu ich namierzyłem. Wkrótce ruszyliśmy dalej już do samego Trzebiatowa gdzie odbywał się większy postój, loty dronem - zdjęcia filmy itd. Kolejnym krokiem miała być jak najszybsza podróż do Robów. Miałem ich tam zaprowadzić - przynajmniej WG chciał abym poprowadził... No dobra. Poprowadzę. Skończyło się to jednak tak, że ja skręcałem w Trzebiatowie na prawo, objechałem miasto i wyjechałem na drogę DW109 w stronę Mrzeżyna a koledzy skręcili gdzieś w lewo... W głąb Trzebiatowa. Nic przecież nie mówię. Są dorośli. Mają te cholerne telefony. Po co im jestem potrzebny? Nie potrzebny. W końcu i tak im tempa nie dorównuje itd. Zobaczyliśmy się ponownie na ścieżce rowerowej z Nowielic przez Roby do Mrzeżyna. W czym problem? W sumie w niczym. Spokojnie sobie jechałem podziwiając malowniczy świat.. Piękne rejony, jesienną barwą zdobione. Wzgórza itd. Prowadzony wiatrem w plecy. Grupka znajomych towarzyszy przemknęła, pomknęła i zatrzymali się dopiero w Mrzeżynie. A przecież chcieli zobaczyć Roby, rezerwat w Robach. Nikogo nie oceniam choć pewnie tak to zabrzmi. No ale wróćcie do tego zdania: NIE, NIE OCENIAM. Przejechali przez dwa zjazdy do wsi. Zaraz przy Robach jest ten rezerwat. Widoczny na mapach - przynajmniej na tej z której ja korzystam czyli z OpenStreetMap. A oni nie widzieli? Nie chcieli? Nie rozkminiam tego jak mam w naturze. Przejechali? Trudno. Wkrótce do nich dołączyłem. Prędzej jednak zajechałem do żaby w Mrzeżynie na skromną strawę w postaci hod-doga i zimną puszeczkę Coli z lodówki oczywiście firmowa z sieci skleów: "żaba" :) Wkrótce dołączyłem do znajomych, byli przy falochronach w Mrzeżynie. Pojechali pod teren jednostki wojskowej a potem na plażę - być nad morzem i nie być nad morzem? No to się było nad morzem! :) I powrót do Trzebiatowa. Tutaj znowu się rozdzieliliśmy - znajomi pojechali szybciej. Tak im się spieszyło, że postanowili wracać po drodze DW109 aby być szybciej w Trzebiatowie mając i tak spory zapas czasu do odjazdu pociągu - w tej chwili to było przynajmniej ponad 2h a może i ok. 3h. W tej chwili czyli będąc pod Mrzeżynem. No cóż... Spokojnie sobie wracałem i postanowiłem wrócić turystycznie po ścieżce rowerowej do Nowielic. Tą samą ścieżką, którą dzisiaj wyjątkowo do Mrzeżyna przyjechałem. Spotkałem znajomych w Trzebiatowie. Miałem zamiar udać się na stację PKP nie wiedząc gdzie są i tam na nich poczekać. Spotkałem ich jednak po drodze. Udaliśmy się wspólnie na dworzec PKP mając jeszcze ponad godzinę czasu do odjazdu pociągu. Robiło się momentami chłodno. Wkrótce miał nadejść zmrok, a wraz z nim spadała temp. Nieco więcej wilgoci w powietrzu swoje robiło. Jednak plany znowu uległy zmianie. Skoro jeszcze godzina czasu! Co tu robić prawda? Wyruszyliśmy w miasto. Jednak nie chciałem już za nimi ganiać. W pewnym momencie się odłączyłem od nich, pewnie nawet nie zauważyli kiedy. Wróciłem na dworzec gdzie nie minęło więcej niż z 20 min i sami już zjechali oczekując na swój odjazd. Ostatnie pożegnanie - obyło się bez całusów i uścisków :) I każdy pojechał w swoją stronę. Ja wróciłem na początek Trzebiatowa do ul. Wojska Polskiego dokładnie przy jednostce WP w Trzebiatowie dokładnie vis-a-vis sieci sklepów Dino gdzie oczekiwałem na swój środek powrotny do domu. Mój okazywał się być biały dla kontrastu - znajomi pojechali niebieskim trolejbusem ja zaś białym. Kontrast zachowany. Trasa minęła. Dzień minął. Smutek i żal pozostał - spokojnie, nie odnośnie znajomych i tego jak wyglądała ta trasa. Nic przecież nie mówię. Wyjątkowo jestem spokojny, stonowany. Moje prywatne sprawy w życiu, mają na mnie taki druzgocący wpływ. I to się ciągnie od kilku tygodni już. Wpływa na mnie źle ta sytuacja. Powoduje dalszy smutek połączony w wykluczeniu społecznym... Czy się to w końcu zmieni? No mam nadzieję, że tak. Bo na dłuższy czas.. zawalę jeszcze więcej spraw i nie odnajdę radości już w dosłownie w niczym...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa12pazdziernika2024zdj1.jpgtrasa12pazdziernika2024zdj2.jpgtrasa12pazdziernika2024zdj3.jpgtrasa12pazdziernika2024zdj4.jpgtrasa12pazdziernika2024zdj5.jpgtrasa12pazdziernika2024zdj6.jpgtrasa12pazdziernika2024zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)