Dzisiejsza trasa ze względu na pogodę.. Tak jakoś nie fajnie. Mocno wieje i nie jest za ciepło.. Poprowadziła mnie na szlaki Wicimickich dróg. Początkowo nie planowałem być tak ambitny jak ostatecznie byłem! Jednak weekend... Pomyślałem sobie aby przyjechać tutaj do lasu! No ale nie jechać znowu na same Wicimice jak do tej pory jechałem. A trochę bliżej. A dokładnie na leśny parking do Dąbia. I ruszyć z Dąbia drogą do Wicimic! I z Wicimic planowałem podjechać pod Dobrzycę i wrócić przez Iglice.. To miała być i tak ambitna trasa. Planowałem tak z 30 km. Jakoś nie czuję się na siłach na więcej. I paskudna pogoda.. A ta jeszcze mocniej się zmienia.. Odczuwałem już skutki tych zmian wczoraj jak na wieczór coraz gorzej i coraz gorzej się czułem. Nie dość, że coś mnie dziwnie ząb pobolewał.. Choć pobolewał mnie już wcześniej (Trasa Wicimice - Stara Dobrzyca) - to dziś również dawał się we znaki. Do tego doszło większe ciśnienie (te moje, nie te za oknem). Czułem je.. Przy większym ciśnieniu mam dokuczliwe szumy uszne. Cóż.. Wiadomo jak skończy się mój żywot. Na wylewie lub zawale... Pozostaje mi jedynie żyć nadzieją, że takim skutecznym atakiem padnę, że od razu koniec historii.. A nie będę się jeszcze z życiem męczył.. No i tak.. Takie plany.. Nie zbyt się czuję po tej nocy z piątku. A jednak wypada pojechać. Do tego sobota.. Jadę szybciej - tj. tuż po obiedzie, który zjadłem o godz. 13. Cała trasa ostatecznie i tak trochę mi się przeciąga.. Ale to dobrze! W końcu weekend.. Można sobie na to pozwolić. Można zrobić większy dystans.. A dodatkowe kilometry zawsze się przydadzą! W końcu im więcej zrobię kilometrów we wrześniu tym obowiązkowo będę musiał mniej pokonać od października do grudnia.. A nie wiadomo jaka będzie jesień w tym roku.. Końcówka lata to jakaś za ładna nie jest.. Ani za ciepła.. A miało być lepiej.. A tym czasem ciągle wieje.. I nie jest przyjemnie..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1867
Trasa nr [łączna]: 1943
Trasa nr [na blogu]: 1857
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 13
W tym roku: 138
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1927 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1841 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 16 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 33865.4 km
Stan Licznika Końcowy: 33910.85 km
Stan Licznika Końcowy2*: 33711.5 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12189 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12234 km
Maksymalna prędkość: 31.2 km/h
Przejechałem: 45.45 km
Przejechałem [msc]: 377.15 km
Przebieg roweru [rok]: 4051.71 km
Przebieg roweru [suma]: 70678.67 km
Przejechalem w 2026: 4051.71 km
Podroż dookoła świata (2026) 10.1293 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 176.6967 [%] km
Czas jazdy: 02:38:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4505:32:05 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4282:05:57 h
Czas Jazdy Suma (2026): 257:44:19 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 23:38:13 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:49:06 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:52:04 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:37 h
Średnia: 17.26 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego przyniosła mi kolejną wycieczkę po dobrze znanych stronach ale w nieco innej wariancji. Trochę zaszalałem i z planowanego dystansu ok. 30 km zrobiło się 40+ km. A jakbym jeszcze pokombinował to może i bym na 50 km wyszedł.. :) Nie była to leniwa sobota choć dzisiaj nic prócz trasy nie ogarnąłem. A bieżące sprawy się trochę kumulują. Po prostu nie mam kiedy się tym zająć - i nie chodzi tylko o czas a również nastawienie. Dni z tygodnia na tydzień coraz smutniejsze i krótsze. I życie takie coraz smutniejsze. Coraz bardziej dochodzi do mnie myśl, że takie trasy jak dzisiaj czy w tym tygodniu jakie robiłem (po lasach Wicimic) - będę robił po zmroku w o wiele chłodniejszej porze.. Jeszcze się zatęskni za tymi paroma stopniami na plusie.. I cóż.. Ruszyłem na dzisiejszą trasę. Tak myślałem nawet czy nie zabrać kolegę MM na tą podróż. Tylko czy pojechałby całą trasę w tą niepewną i niekoniecznie fajną pogodę? Po to jechałem w lasy bo tam tak nie wieje.. Ruszam z Dąbia z okolicy leśniczówki w Dąbiu. I wracam właśnie na wieś Dąbie z niego pod Modlimowo i kieruję się do Wicimic wzdłuż drogi DW112. Z wiatrem w plecy :D Taki, żem cwany dzisiaj.. Mijam wkrótce Wicimice i jadę w kierunku Dobrzycy. Tradycyjnie po drodze uderza mnie widok coraz większych mordów na drzewostanie. Spokojny wyjazd, gdzie chciałem się wyciszyć po całym szumie z tygodnia.. Gdzie te dni w szkole coraz ciężej przeżywam.. No kurwa nie da się.. Bo wszędzie te kurwy grzybiarze łażą. Kręcą się po tych lasach. Wjeżdżają tymi złomami.. Więc zamiast skupić się na spokojnie na ładnej trasie.. To skupiam się na nich... I tak mijała mi droga w stronę Starej Dobrzycy. Po drodze postanowiłem być ambitny! Zajechać na chwilę na jezioro w Dobrzycy i wrócić na Gardzin. A z niego pod Resko ale do Reska chciałem jechać przez Łabuń Mały. Plan świetny. No ale zawsze się coś wydarzy czego się przewidzieć nie da.. I tak będąc już w Dobrzycy.. Tak przemęczyłem się przez te wzniesienia, przez widok grzybiarzy. Przez rozjebane drogi.. nieudolnie łatane szutrem... Co wygląda żałośnie i na dłuższy czas się nie sprawdzi.. W końcu jestem. Tylko ledwo podjeżdżam na jezioro w Dobrzycy i podjeżdża jakiś dziadek rowerzysta. Na oko to tak z 60+. Za chwilę zagaduje.. A skąd jadę.. A gdzie. I tak nawija, że chciałby na Resko wrócić ale nie chce wracać drogą czy z powrotem w kierunku Wicimic. I czy jest inna droga.. No to mówię, że dobra pokażę mu tą drogę. I jak ledwo tu przyjechałem tak od razu z nim wyjechałem aby pokazać mu drogę na Gardzin. I zamiast poprowadzić go na drogę i wrócić jeszcze na jezioro.. Bo jeszcze przez chwilę był klimat.. Słoneczko i w ogóle.. To pojechałem z nim.. Z tym, że nie mogłem go dogonić. Dziadek leciał na typowym MTB z szerokimi oponami i spokojnie cisnął z 30 km/h... :| Masakra.. Weź jedź za nim. A w ogóle gościu z Gryfic :) Możliwe, że jeszcze kiedyś nasze drogi się przetną. Skoro on też często jeździ w tutejszych stronach.. No i tak wróciłem z dziadkiem prawie pod Policko. Ja jednak odbiłem na Łabuń Mały. A on pojechał prosto na Resko. A ja do Reska przez Łabuń Mały. A jak już tu byłem.. To zajechałem do MM ;) I może dobrze zrobiłem. Ustawiłem się na przyszłą sobotę z MM na jazdy po lasach "północy" czyli tutaj od Dąbia te lasy przy Iglicach, Wicimicach czy Dobrzycy. I przy okazji MM odkrył coś co nie daje mi spokoju parę tygodni. Jakby coś szurało. Hałasowało. Ja za winę tego dźwięku obarczałem przedni hamulec tarczowy.. A to chyba nie hamulca wina. A nieoryginalnego błotnika. A dokładnie jego mocowania, które się rusza na blaszce na której jest przymocowane... I to daje taki dźwięk.. A nie mój leciwy hamulec BR-TX805. To ja kurde niepotrzebnie w tym tygodniu wydałem kasę.. A tej w tym msc może mi trochę brakować.. Bo tylko wydatki, wydatki. Paliwo już na stacji Moya Płoty przekroczyło 9 zł. I zatrzymało się na 9.19 za ON i nadal 7.99 zł za 95. Wszystko w sklepach drogie.. Mnie też się nie przelewa.. Mimo, że żyję z dwóch wypłat.. Kupiłem nowy zacisk hamulca (SHIMANO BR-M375 za 109.99 zł). Do niego nową tarczę SHIMANO SM-RT54 (za 54.99 zł). I 2 pary klocków (SHIMANO B05S-RX - 34.99 za parę). W sumie jak się zaraz okaże na części niepotrzebnie wydałem aż: 234,96 zł. Miałem jechać w przyszłym tygodniu na wymianę... A to byłaby niepotrzebna inwestycja. Skoro to nie wina hamulca. Tarcza też nie wymaga wymiany... Ehh.. Muszę to dokładnie sprawdzić. I podjąć decyzję czy zwrócę te części czy co zrobię. Bo nie będą mi w takim razie na razie potrzebne. A dziwne, że nikt się nie skapnął (przed MM) jaka jest prawdziwa przyczyna dźwiękowej anomalii, którą doświadczam od tylu tygodni (bo się jeszcze w sierpniu zaczęło) a może szybciej? I bardzo - ale to bardzo - mnie to wkurwia. Byłem pewny, że to wina zacisku hamulca.. No ale nie.. W takim razie tarczowe zaciski hamulca są trwalsze niż myślałem... Trzeba obadać temat. No i widać MM się na coś przydał :D Po odwiedzinach MM zacząłem już wracać do domu. Znowu w kierunku Łabunia Małego gdzie odbiłem na Łabuń Wielki. A z niego już prosty odcinek drogi w kierunku Dąbia.. Lubię ten odcinek drogi z Łabunia Wielkiego na Dąbie - ale tylko jako powrót. W kierunku Łabunia jedzie się tam gorzej.. No i tak kończy się dzisiejsza trasa.. Po przekroczeniu 45 km. A mogła być skromniejsza.. Jedynie 30 km.. Choć to mogłoby być za mało jak na sobotę.. Jednak w weekend można sobie pozwolić na ambicje - pomimo tego, że pogoda jest jaka jest.. No wieje. Nie jest za ciepło.. No ale i tak trzeba korzystać, jeździć i walczyć o każdy kilometr..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)