Trasa z dnia dzisiejszego to kolejna piękna przygoda.. Ładny weekend ale nie planowałem na niego żadnego roweru. Jakoś za ciężko minął mi tydzień. Do tego rozwalił mnie kompletnie wczorajszy dzień. Przygnębiające piątkowe po południe. W sumie tego się spodziewałem, że tak będzie.. Nawet zaplanowałem i umówiłem sobie spotkanie z taką jedną.. Z Reska powiedzmy koleżanką. Bo to nigdy nie miało szansy być czymś więcej. I oczywiście standardowo mnie wystawiła. Gdy ona czegoś chce i potrzebuje to spoko. No a w drugą stronę to nie działa.. Bardzo dobiło mnie piątkowe po południe. Do tego stopnia, że zniszczyło mi plany na ten dzień. Nim miałem się spotkać z tą koleżanką i pojechać z nią do McDonaldsa w Nowogardzie (po godz. 18) to miałem ogarnąć bloga. Zacząć ogarniać wrześniową aktualizację raportu Citroena. A tym czasem nie robię i nie skupiam się na niczym bo nie jestem wstanie nic zrobić ani na niczym się skupić. Za szybko mi napisała, że nic z tych planów.. Gdyby chociaż czekała z tym do później.. To żyłbym złudzeniem, że jakoś ten dzień minie. I miał większą wenę na cokolwiek. A tak.. Bardzo przygnębiające piątkowe po południe. A co najgorsze takie chwile przecież będą się powtarzać.. Tym bardziej dziś nie było mi łatwo się ogarnąć i ruszyć.. Nie miałem większych planów. Tyle, że pogoda fajna.. I tak pomyślałem sobie o trasie 50-tce. Chciałem spojrzeć co z domem w Sikorkach. Czy nadal stoi. Jak się miewa.. W końcu od wiosny - dość często było deszczowo.. Wietrznie.. A to nie jest dobra pogoda dla takich ruin co już wiele lat bez zaopiekowania stoją i niszczeją. A ten plan się w sumie nie powiódł. Za dużo liści.. Trzeba by było wrócić na Sikorki gdzieś pod koniec października. A może w listopadzie? Za dawnych lat tak jeździłem. To pewnie i w tym roku pojadę.. Tylko to niestety nie będzie ten dzisiejszy wyjazd tylko ten za jakiś czas.. A trasa 50-tka no cóż.. Zawsze to dobry wyjazd. Trochę męczący dzień. No ale dałem radę. I wróciłem w ciut lepszym humorze niż wyjeżdżałem.. Trzyma mnie ta jesienna chandra i ogólnie taki egzystencjonalny smutek..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1872
Trasa nr [łączna]: 1948
Trasa nr [na blogu]: 1862
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 143
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1932 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1846 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 16 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 33999.1 km
Stan Licznika Końcowy: 34049.86 km
Stan Licznika Końcowy2*: 33850.51 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12323 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12373 km
Maksymalna prędkość: 29.5 km/h
Przejechałem: 50.76 km
Przejechałem [msc]: 516.13 km
Przebieg roweru [rok]: 4190.69 km
Przebieg roweru [suma]: 70817.65 km
Przejechalem w 2026: 4190.69 km
Podroż dookoła świata (2026) 10.4767 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 177.0441 [%] km
Czas jazdy: 02:42:18 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4513:37:45 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4290:11:37 h
Czas Jazdy Suma (2026): 265:49:59 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 31:43:53 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:46 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:51:32 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:30 h
Średnia: 18.8 km/h
Dzisiejsza trasa jest taka dość nerwowa i trochę odbiega od standardowej trasy 50-tki bo w sumie za dużo się dzieje. No bo już od samego początku trasy mamy za duży ruch aut! I to pomimo wzrostu cen paliw! Nadal jeżdżą te wkurwiające już grupy motorów.. I coraz bardziej wkurwiający rolnicy. Dzisiaj to przeginają. Trwają cały czas prace rolne: oranie ziemi, talerzowanie.. I niektórzy może jeszcze sieją?! No już przesady. Mamy koniec września. I to nie są pojedynczy zapominalscy. A bardzo wiele rolników, którzy wciąż nie wykonali swojej pracy na roli. Jest to szczególnie irytujące na początku trasy.. Bo wraz z początkiem zmagam się z nieco chłodniejszą pogodą (tylko 16℃) i mocniej wieje.. Dobrze, że dziś pojechałem wariantem na Glicko - Sikorki - Grabin a nie wariantem przez Grabin na Sikorki i powrót na Glicko. Uniknąłem trochę jeżdżenia pod wiatr.. Jednak już początek trasy był irytujący. Jak na weekend dużo aut jeździ. Do tego wkurwia mnie to co robią te kurwy z Moya Płoty. Już sobie podnieśli ceny paliw : 95 za ponad 8 zł i ON za ponad 9 zł. A przecież co dopiero obniżyli cenę ON do 8.99 zł. A dziś nagle w górę. Wszystko idzie w górę. I jak tu się nie wkurwiać.. Ciężkie dzieje trasy przerywały tylko kolejne impulsy do wkurwiania się. Jebani grzybiarze wszędzie. Wszędzie łażą i wszystko niszczą.. I tymi cholernymi samochodami pakują się w te lasy. A gdyby tego zła było mało to pojawia się kolejne.. Wszechobecne wycinki drzew. Tym razem w lasach przy Truskolesie w stronę Wierzbęcina.. Spore wycinki.. I to nie dawno dokonywane - bo drzewa jeszcze zachowały zielone liście. A wycinki trwają w najlepsze.. Wszystko niszczą. Wycinają. Trasa trwała dalej.. Miejscami słabiej a miejscami ciut lepiej. W końcu dojechałem na te dobrze znane drogi Glicko na Sikorki. Gdzie w Sikorkach - wiem tylko tyle, że dom dalej stoi. W Grabinie zrobiłem sobie dłuższy postój. Zużyłem zapas energetyków. W sumie ciekawa sprawa.. Bo długi czas woziłem te puszki i nie były mi potrzebne. Podobnie jak woda. A dziś wszystko co miałem szło. I było mało.. Za mało wody (miałem ponad pół butelki 1.5L) a było mało.. Energetyki też wypiłem. Już dawno zapomniane, rozpuszczone batony wyjadłem.. Słabo było dziś z energią. Po wyjeździe z Grabina to już po połowie trasy ale było ciężko.. I tak do powrotu do drogi DW108. Tam już tylko denerwowała mnie zbyt duża ilość aut.. Pogoda się nieco poprawiła. Temp. wzrosła do 19℃. I tak całą trasę robiłem w długich spodniach i żółtej termo koszulce. Ale za to w krótkich rękawiczkach. Choć z początku było ciężko - no ale dałem radę. Powrót z pod Golczewa był już lepszy. Z wiatrem w plecy. Szybciej się jechało. No ale zmęczenie swoje robiło. I potrzebowałem dodatkowych postoi.. Jednak tradycyjnie jak po trasie 50-tce - wracałem zjechany, zmęczony ale choć trochę szczęśliwy. Wróciłem do swojej typowej życiowej samotności, którą wypełniam kolejnymi serialami.. W ostatnim czasie oglądałem na nowo od pierwszego odcinka seriale takie jak: Westworld, Syrena. A obecnie spodobał mi się komediowy serial: Biuro (The Office). To zajmuje mi smutne chwile w życiu.. I jakoś dopełnia ten czas poza zajmowaniem się czymś ważnym. Po prostu wykańczam seriale, które miałem ściągnięte ale nigdy nie skończone.. Jak w przypadku Westworld czy Syreny. No ale też interesuje się całkowicie nowymi ale i zakończonymi seriami (jak serial biuro - the office).. Zawsze to jakieś wypełnienie smutnego życia.. Poza bezcennymi chwilami spędzonymi z Aurelią..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)